OFFSEASON24

Wakacyjne treningi koszykówki 24.06 – 31.08.

RECENZJA KSIĄŻKI FLOW - MIHALY CSIKSZENTMIHALYI

Flow, czyli stan maksymalnego skupienia

Zdarzyło Ci się kiedyś stracić rachubę czasu? Totalnie zatopiłeś się w jakiejś czynności i pochłonęła Cię tak mocno, że nie myślałeś o niczym innym?

Jeśli tak, prawdodpodobnie wszedłeś w stan FLOW.

 

Zacznijmy od początku – czym jest flow?

 

To stan, w którym 100% naszej uwagi jest skierowane na czynności obecnie wykonywanej. Zatapiamy się w niej na tyle, że przestaje istnieć dla nas czas i nie myślimy o niczym innym.

W stan ten da się wejść podczas każdej czynności, jednak niektóre zajęcia z samej natury ułatwiają nam osiągnięcie flow. 

 

Najczęściej wymieniane przykłady to operacje chirurgów, którzy muszą być w 100% obecni tu i teraz. Podobne relacje zdają kierowcy wyścigowi, sportowcy praktycznie w każdej dyscyplinie, a nawet szachiści czy programiści podczas pisania kodu. Poza tym tworzenie wszelkiej sztuki, taniec, poezja, czytanie książek, a nawet różnego rodzaju rytuały religijne.

 

Czasami słyszy się o ludziach lubiących żyć na krawędzi, którzy podejmują ryzykowne decyzje. Zapytani czemu- odpowiadają, że tylko wtedy czują, że żyją. Właśnie o stanie Flow wtedy mówią.

Siła względna, bezwzględna, eksplozywna…

 

Wykonując trening siłowy rośnie (a przynajmniej powinna rosnąć) siła. Żadne odkrycie. Oczywiście zakładając, że znamy się chociaż trochę na periodyzacji treningu. Ale po co nam ta siła? Między innymi do wjazdów na kontakcie, walki o zbiórkę, zastawiania, przepychania i wiele wiele innych, opisanych poniżej. Siła jest matką wszystkich zdolności motorycznych.

 

Na drugim tronie, moim zdaniem, zasiada koordynacja nerwowo mięśniowa, ale o tym pogadamy kiedy indziej.

Jedno z najlepszych ćwiczeń dla koszykarzy – martwe ciągi – porusza praktycznie całe ciało do pracy. Wpływa zarówno na siłę, stabilizację, czucie mięśniowe, dynamikę i wyskok. Więcej na ten temat znajdziesz w #11 odcinku serii Koszykarz na siłowni.

Warunki, które umożliwią FLOW

Skillsy – musimy być wytrenowani w pewnym stopni w danej czynności.

 

Gość, który pierwszy raz dostaje piłkę do kosza nie wejdzie we flow, bo po prostu nie potrafi tego wykonywać. Nie znaczy to, że musi być super zawodowcem, żeby odczuwać przyjemność. Musi mieć jedynie jakiś podstawowy skill w danej dziedzinie. Łączy to się z punktem drugim, czyli wyzwaniem.

 
Zadanie, które mamy przed sobą musi mieć odpowiedni stopień trudności.

 

Można to fajnie zilustrować na wykresie. Jeśli mamy przed sobą duży challenge i małego skilla to zostaniemy przytłoczeni, pojawią się lęk przed porażką i nic z tego nie wyjdzie. Odwrotnie, jeśli mamy zbyt dużego skilla do danego zadania, doświadczymy nudy i znowu nici z flow. Musimy optymalnie dobrać sobie poziom trudności zajęcia do naszych umiejętności.

 

Potrzebujemy jasno określonych zasad gry i feedbacku.

 

Żeby flow zadziałał, musisz wiedzieć czy robisz coś dobrze. Im częstszy zwrot informacji, tym większa szansa na wejście w ten stan, jednak rzadszy feedback nie przekreśla Twoich możliwości. Weźmy sobie koszykarza, który gra mecz – idzie akcja, rzuca do kosza i trafia YEAH +2, zaraz wraca do obrony, robi przechwyt i w kontrze sam na sam z koszem missuje prosty lay up. Mamy jasno określone zasady gry, prosty cel -> zdobyć więcej punktów niż przeciwnicy i natychmiastowy feedback – a więc szanse na flow rosną.

 

Z drugiej strony psycholog, który spotyka się z pacjentem raz w tygodniu ma ogólny cel i małe szanse na szczegółowy feedback. Jednak psycholog, który siedzi długo w zawodzie widzi małe rzeczy – delikatne zmiany w zachowaniu pacjenta, inne nastawienie – i to właśnie jest jego informacja zwrotna.

flow w koszykówce - recenzja ksiązki
flow w koszykówce - recenzja ksiązki

Nowe polskie wydanie 

Bądź jak Kobe - trenuj FLOW

Temat flow jest turbo rozwinięty i nie chcę, a nawet nie jestem w stanie streścić wam całej książki i wszystkich implikacji z niej wynikających.

 

Chcę natomiast powiedzieć, że zdolność do wchodzenia w stan flow DA SIĘ TRENOWAĆ i może nam to przychodzić łatwiej. 

 

I teraz fajna anegdotka – część może kojarzyć mecz Kobiego i T-Maca. Było to w czasie kiedy Kobas miał pozew o gwałt, T-mac szalał na parkietach, a panowie ciągle walczyli o tytuł lepszego zawodnika.

Jak Kobe stał się Czarną Mambą

 

W pierwszej połowie meczu Kobe ssał pałkę, nie mógł się skupić na grze, bo dopiero co wrócił z kolejnej rozprawy. Był pasywny i albo nie rzucał, albo nie trafiał. Wszyscy na parkiecie to widzieli. Orlando już czuło smak easy wina, a szalejący Tracy zostawił 21 punktów w pierwszej połowie.

 

Po przerwie Kobe Bryant wrócił w totalnie innym nastawieniu i odmienił losy spotkania. Grał zupełnie inaczej, rzucał z podwojenia, na kontakcie, rozdawał wspaniałe asysty. Sam T-mac wspomina “2nd half, totally different story. This dude came out and was kickin our butts.” Kobe zakończył mecz z 48 punktami na koncie, z czego 24 w ostatniej kwarcie.

 

W wywiadzie po meczu opowiada, co działo się w przerwie szatni –

“powiedziałem sobie, że mogę stracić wszystko przez sytuację, w jakiej się postawiłem. Mogę stracić rodzinę, wolność, ale szlag mnie trafi, jeśli stracę koszykówkę. BO TO MOGĘ KONTROLOWAĆ.”

 

 

Ta kontrola jest niesamowicie istotnym elementem flow.

 

Po tym meczu gra Kobiego zmieniła się i zaczął powoli zabierać blask Szaqa, co między innymi doprowadziło do jego trade’a.

Możecie kojarzyć urywki nagrań jak Kobie siedzi na ławce wyłączony w swoim świecie. Jest tak skupiony, że nie dociera do niego gadania ziomków z boku. Wchodzi zaraz na parkiet i zamiata.

 

Phil Jackson kiedy zaczął trenować Lakers ściągnął do drużyny tego samego gościa od treningu mentalnego i mindfulness, który pracował z nim w Bullsach. Więcej info na ten temat znajdziecie w biografii Kobasa #Showman.

Kuroko no Basket

 

Nie wiem, czy są tu jacyś fani animek, ale w Kuroko na basket mamy podobne stany nazywane wejściem w “zona”. Bohaterowie mają różne koszykarskie supermoce po wejściu w ten stan, natomiast samo dostanie się do niego zostało całkiem rzeczowo opisane.

 

Takich relacji jest znacznie więcej i bardzo mnie to cieszy. Sam też miewam gry lub momenty meczów, w których jestem totalnie skupiony i prowadzę drużynę jak na skrzydłach. Teraz już wiem, że nie są dziełem przypadku i można to zarówno trenować jak i świadomie wchodzić w stan FLOW.

 

Wszystkim, którzy chcą podnieść nie tylko wyniki na parkiecie, ale również jakość swojego życia polecam książkę Mihaliego.

 

Dajcie znać, czy chcecie więcej rzeczy z pogranicza treningów i psychologii. Tak się w moim zyciu zlożyło, że jestem przy okazji magistrem pscyhologii i jaram się tematem naszej głowy, układu nerwowego i jak to wpływa na performance sportowy.

kobe i aomine - flow w koszykówce